|
Uff, po długiej przerwie zamieszczamy nowy wywiad! Tym razem kilka pytań zadaliśmy pwd. Dariuszowi Zgrzebnickiemu, znanemu szerszemu gronu jako Prosin. Zapraszam do czytania!
Kasia: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z drużyną? Z mocnych źródeł wiem że początkowo się opierałeś i byłeś przeciwny harcerstwu. Czy tak było naprawdę? Prosin: Generalnie wszystko zaczęło się od wizyty Grzesia Kaczmarczyka i Tomasza Walocha /Mały/ w szkole podstawowej do której chodziłem. Nie pamiętam już teraz szczegółów bardzo dokładnie ale jakoś tak wyszło że większość klasy to byli harcerze a ja poszedłem na pierwsze spotkanie przypadkowo i tak jakoś mnie do końca nie przekonało /jakieś zbiórki, alarmy, wyjazdy i jeszcze mundur/. A ja tego wszystkiego nie miałem, musiałbym kupić. Do tego abym został w drużynie bardzo przyczynił się kolega z klasy Rafał Garbaciak /Hans/ i ówczesny zastępowy LISÓW Tomasz Waloch /Mały/. A tak na serio spodobało mi się po biwaku czerwcowym który odbył się na Łapowiskach a zorganizowany był przez GW. Ten biwak to było coś niesamowitego i tak musiałem przekonać jeszcze rodziców że to jest dla mnie /przy pomocy kolegów z drużyny/. I tak już zostałem Trzynastakiem aż do dziś.
K: Byłeś w zastępie Lisy. Opowiedz nam o nim oraz o numerach które lubiliście urządzać Jaskółkom. P: Tak, LISY to był zastęp super. Nasz stały skład to: Tomasz Waloch /Mały/, Rafał Garbaciak /Hans/, Tomasz Pukacz /Garnek/ i ja Dariusz Zgrzebnicki /Prosin/. I jeszcze przez jakiś czas był Janusz Sobczyk, odszedł jednak do GW. Później do naszego składu dołączyli znani w drużynie: Rafał Kępa /Szczękacz/, Maciej Kempa, Janusz Stefanek. Ale nigdy nie zapomnę tzw. starej paczki - znaliśmy się wzajemnie jak bracia, wspólne wypady, akcje itp...Mógłbym długo opowiadać ale brakłoby czasu. A druga część pytania - to pewnie słynne gotowania herbaty. Dodam że zawsze herbatka to był rytuał. Każdy się chwalił czyja jest lepsza a Jaskółki często miały ją słoną nie wiedząc o tym do samego końca. Często udawał nam się podstęp solenia im herbaty mimo że one ją pilnowały.
K: Na zdjęciach w galerii często widujemy Cię razem z Hansem. Poznaliście się w drużynie czy może już wcześniej? P: To nie jest przypadek. Z Rafałem znam się już z podstawówki, od klasy "0", potem łączyło nas harcerstwo, bo chodziliśmy do różnych szkół średnich. Później były wspólne studia i tak mogę powiedzieć że jest on moim "starym" i sprawdzonym przyjacielem. Wiem, że mogę na niego liczyć a on na mnie - przynajmniej ja tak myślę.
K: Byłeś propagatorem piosenki: "Ja wiem że czasem są upadki i wzloty, dziewczyny to nic więcej jak tylko kłopoty". Czy nadal tak uważasz?
P: Nie rozpatrywałbym tego w tej kategorii. Owszem, zawsze miałem słabość do tej piosenki. Myślę ze tę piosenkę jako pierwszy uznał dh. Kigen, a ja ją po prostu podłapałem. Za swój wymysł uważam przyśpiewkę "...na szpagatie wiszą gatie.....". A odnośnie dziewczyn i kłopotów wolę się nie wypowiadać - każdy ma na to inne zdanie i niech tak zostanie. /o ale niezły rym/
K: Czy jakieś harcerskie nawyki sprzed lat zostały w Tobie do tej pory?
P: Myślę że tak!! Do dziś chętnie pomagam innym i służę pomocą, umiem rozmawiać z ludźmi i jestem otwarty na kontakty z innymi. Ale mam swe atuty - do dziś nie palę, nie piję i nie korzystam ze środków odurzających. Tak, to jest chyba moja zaleta z dawnych lat - tego nauczyło mnie właśnie harcerstwo
K: Działasz w DziKIm Kręgu Instruktorskim. Czy w czasie gdy masz rodzinę i pracę odnajdujesz na to czas?
P: Działacz to wielkie słowo - ja póki co staram się zaistnieć w nim. Przyznam się, że mam bardzo mało wolnego czasu i ciężko jest to wszystko pogodzić. Mam nadzieję że historia lubi się powtarzać i jeszcze będzie o mnie słychać, jako o człowieku który może zainspirować innych do twórczego działania.
K: Na koniec standardowe pytanie - czy poślesz swojego synka do harcerstwa? P: Pytanie które nie powinno paść. Oczywiście że tak, każdemu polecam ten sposób spędzania wolnego czasu w młodym wieku.
K: Dziękuję za wywiad!
|